Jak czytam Biblię

  • Post
    Agnieszka P.
    Moderator
    @agnieszka-p
    Dziś kilka myśli o tym, jak czytam Biblię i czym ona dla mnie jest – taki mój osobisty niedzielny Psalm 119 prozą 🙂

    Przez wiele lat nie czytałam jej wcale. Można spokojnie być katolikiem i nigdy do Pisma nie zajrzeć. Przyszedł jednak moment w moim jeszcze środkowo katolickim życiu, że się nią zainteresowałam. Byłam wtedy nastolatką.

    Na jednym z wyjazdów oazowych, na których mieliśmy poranne grupy biblijne, zauważyłam nić wiążącą Stary i Nowy Testament. Wyjście z Egiptu zobaczyłam paralelnie do zmartwychwstania Jezusa. Cóż to było za odkrycie! Zaczęło mi się wydawać, że mogłabym znaleźć więcej takich ciekawych powiązań i że może jest to jednak warta uwagi księga .

    Wtedy poprosiłam mamę o Biblię jako prezent pod choinkę 🙂 Notabene bardzo zaniepokoiło to moją mamę, wydało jej się nienormalne. Bała się że albo trafiłam do sekty, albo pójdę zaraz do klasztoru 🙂 Jednak prośbę spełniła. Niestety łatwość dostępu do Księgi osłabiła moje pasje poszukiwawcze i całe lata przeleżała po prostu na półce.

    Po moim nawróceniu, które opisuję w innym wątku, nastąpił etap pochłaniania jej i zupełnie olśniewających odkryć. Niestety uważam, że świeżość tego, co Bóg mówił do mnie w Słowie została następnie stępiona w latach “chodzenia do kościoła”. Nastąpił bowiem etap czytania jej “po protestancku”.

    Nazwa jest umowna, protestanci to wielki worek, a ja nie wiem kto mnie czyta, wiec proszę ewentualnego Czytelnika-protestanta o nieobrażanie się a priori, bez zrozumienia myśli do końca. Czytanie po protestancku, to moim zdaniem czytanie zgodnie z nauczaniem danego zboru. Nie czyta się po to, żeby coś odkrywać i żeby znaleźć kierunek i pomoc, bo przecież wszystko już jest odkryte i należy tylko to potwierdzać. Czyta się zgodnie z tym, w co się wierzy, a nie odwrotnie.

    Gdzieś w moim życiu nastąpiło pragnienie takiego czytania Biblii “odwrotnie”, czytania wciąż na nowo, najlepiej z ludźmi, którzy pozwolą, żeby to Słowo prowadziło ich i żyło, i żeby to było na poważnie.

    Czyli podsumowując myśl, można powiedzieć to wszystko też tak:

    Wszyscy chrześcijanie czytają Biblię. Wszyscy są pewni, że postępują według jej słów.
    Pewnie nie udaje się to nikomu w stu procentach, żadna grupa nie ma monopolu na wyłączność, żaden człowiek w pojedynkę też nie. Mnie osobiście na przykład ciągle się to nie udaje, tak jak bym chciała.

    Mimo to mam potrzebę postawienia sobie z cel traktowanie poważnie tego co czytam, bez łatwego przechodzenia nad treścią Biblii do porządku dziennego. Kiedy rozminę się ze Słowem i żałuję tego- chciałabym, żeby ktoś ogłosił mi przebaczenie, a nie jak to często bywa, usprawiedliwienie: zwyczajowe, kulturowe, wynikające z przekonań, tradycji, czy inne. Nie chcę wymówek. Szukam prawdy.

    Oczywiście jestem świadoma pewnych figur retorycznych. Symbole, hiperbole, przenośnie, poezja, odniesienia kulturowe- to wszystko w Biblii jest. Także opisy sytuacji, które pozostają tylko opisami.

    Czasem nie jest to prosta księga. Ale zazwyczaj w zaleceniach praktycznych i moralnych, do wprowadzenia w życie, nie ma w niej niejasności. Rozumieli ja przez całe stulecia prości ludzie, którzy chcieli zwyczajnie wprowadzić w czyn to co przeczytali, i tak robili.

    Osobiście zawsze doskonale wiedziałam, kiedy Biblia mówi coś zupełnie jasno, a ja mimo że odczuwałam jakiś ciężar, decydowałam się postąpić odwrotnie. Tłumacząc to na przykład przekonaniami, do których zdążyłam się wcześniej mocno przywiązać, a one pochodziły jednak z zupełnie innych źródeł. Lub faktem, że tak robią wszyscy.

    Tę rzecz biblijnie wierzący ludzie -wierzę- umieją rozpoznać: czy dane przekonanie pochodzi z Biblii, czy jest zewnętrzne i jedynie podparte argumentacją na siłę w Biblii wyszukaną.

    Bywa, że moja potrzeba życia według Biblii i sprawdzanie wszystkiego z Biblią jest mylona przez innych z chęcią poprawiania czy mierzenia nie mnie, lecz ich. Albo z wywyższaniem się.

    Kto raz komuś niewierzącemu opowiedział o swojej pewności zbawienia, ten wie, o czym mówię. Jaki to “brak pokory” tak twierdzić, i podobnie samemu czytać świętą Księgę i samemu rozumieć…

    To jest etykietka trwale chyba przypisana biblijnie wierzącym, wraz z brakiem miłości, czy osądzaniem. Trudne, czasem boli, ale najwyraźniej w pakiecie.

    Pewnie cdn.

     

     

     

  • Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.