Rekreacyjne chrześcijaństwo

  • Post
    Agnieszka P.
    Moderator
    @agnieszka-p
    Termin: “rekreacyjne chrześcijaństwo”nie jest mój. Użył go w kazaniu pewien brat już wiele lat temu. Jednak ciężar tego pojęcia doskwiera mi ostatnio bardzo, dowodząc że lata mijają, a on nie traci nic na aktualności.

    Na czym polega problem? Otóż całkiem wielu chrześcijan szuka w kościele wyłącznie pewnej platformy towarzyskiej, chce po prostu miło spędzać ze sobą czas, przy sałatce lub na wycieczce. Nic złego samo w sobie. Ale chyba nie za dobrze, jeśli to już wszystko…żadnych więcej tęsknot, żadnych więcej potrzeb, żadnego powołania, ani służby…

    Za czym osobiście tęsknię? Za kościołem, który ciągnie mnie w górę, zamiast usprawiedliwiać słabości. Za standardem Bożego życia, za utwierdzaniu się wzajemnie w słusznych wyborach, za zapieraniem się siebie, za doświadczaniem Bożej mocy w odpowiedzi na posłuszeństwo, za szukaniu w Biblii odpowiedzi i opieraniu się na nich naprawdę. Za darami Ducha świętego w kościele. Za autorytetami wynikającymi z lat pokornego chodzenia z Panem. Za tym, żeby w kościele inicjatywa należała do mężczyzn, a kobiety żeby trochę bardziej zamilkły…

    Widziałam i doświadczyłam tego, że to jest możliwe współcześnie. Szkoda, że często szybko się rozsypuje pod wpływem słabości ludzkich i oczywiście intryg diabelskich.

    Modlę się o taką społeczność i o niesfałszowany pokarm duchowy w niej. Wierzę, że Pan odpowie.

     

Wyświetlanie 0 odpowiedzi wątku
  • Autor
    Odpowiedzi
    Błażej Piątek
    Opiekun
    • Postów: 191
    @piatek-blazej
    Opatrywałem kiedyś głowę człowieka, który prawdopodobnie pod wpływem uderzenia innego auta w jego ciężarówkę wypadł przez przednią szybę na autostradę A2. Leżał w plamie benzyny i oleju, zakrwawiony, co chwilę tracił przytomność i słabo oddychał. Drugi człowiek z jego ciężarówki leżał martwy parę metrów dalej. Miałem tylko swoją małą apteczkę, drżały mi ręce, ale zacząłem pomagać — robiłem tyle ile mogłem. W bezpiecznej odległości, za barierką, z dala od krwi, zwłok i pędzących samochodów stało sobie na trawie kilku innych świadków zdarzenia. Przyglądali się, palili papierosy, rozmawiali.

    Ku mojemu zdumieniu w pewnym momencie poczuli się w obowiązku, aby skomentować moje działania. “Młody, czemu pomagasz tylko jednemu?”, “Ratownik, czemu nie podchodzisz do bladego?”.

    Na szczęście Bóg był ze mną. Spośród osób za barierką znalazła się odważna kobieta, która przeszła przez barierkę i odegrała w tej historii ważną rolę — stabilizowała odcinek szyjny. Trzymała za głowę umierającego człowieka. Nic więcej nie potrafiła, ale zrobiła to co umiała. Po chwili dołączył też zmieszany harcerz, który kojarzył parę wykładów z pierwszej pomocy od starszych druhów. Bandaż wiązał krzywo, ale zatamowaliśmy krwawienie do czasu przyjazdu profesjonalnych ratowników.

    Pacjent przeżył. Kiedy wracałem do samochodu miałem spodnie od krwi. Chciałem odjechać, ale nie mogłem ucelować nogą w sprzęgło. Dobrze, że nie odjechałem. Kwadrans później poznałem córkę człowieka, któremu pomogłem — przyjechała na miejsce zdarzenia z prokuratorem. Zapamiętałem to zdarzenie.

    Od tego czasu wiem, że w życiu chrześcijańskim są dwa miejsca: za barierką i przed barierką. Jestem daleki od oceniania osób, które tamtego dnia wybrały troskę o własne bezpieczeństwo. Sam zbyt często ją wybieram. Szanuję taką postawę bo ratowników też się tego uczy. Natomiast w momencie w którym świadkowie zdarzenia zaczną utrudniać czynności ratunkowe, będę protestował. Jestem w końcu protestantem 😉

    "A wierny jest Pan, który was utwierdzi i strzec będzie od złego." - II Tes. 3:3
Wyświetlanie 0 odpowiedzi wątku
  • Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.